Aqua aerobik
— Chodźcie tu wszyscy, obejrzyjcie dobrze pstrąga, którego trzeba schwytać. Ta gruba ryba starczy na wiele porcji. Mały Sas stał w pobliżu. W pseudonaukowych dyskusjach nieraz się sprzeczał z Grubym Jemmy’m, ale lubił go bardzo, a poza tym byli przecież rodakami. — Wielki Boże! — krzyknął przerażony. — Co pan zrobił, panie Pfefferkorn? Czemu pan skoczył do wody? Czy nie zmókł pan? — Do suchej nitki — odparł ze śmiechem Jemmy. — Do suchej nitki! To niebezpieczne.— Tylko taka żaba jak ty może skakać wprost do dzioba bociana! — Przymknij no swój własny, bo inaczej skoczę także do twojego i to natychmiast! — odpowiedział gniewnie Jemmy, pocierając obolałe miejsca. — No, stary, nie myślałem źle, a wiesz, że się cieszę, że jesteś wolny. — Pięknie! Ale swoją wolność zawdzięczam Old Shatterhandowi. — I zwracając się do westmana dodał: — Niech mi pan powie, jak mógłbym się odwdzięczyć? Moje życie jest wprawdzie tylko życiem Grubego Jemmy’ego, ale w każdej aqua aerobik jestem gotów je oddać do pana dyspozycji. — Nie mnie jest pan winien wdzięczność — odparł Shatterhand.
Syn natomiast krzyknął: — Uff! Oihtka-Petay także schwytano! Wycie będzie się rozlegać w wigwamach Szoszonów. Wielki Duch odwrócił oblicze od swoich synów. — Milcz! — huknął ojciec. — Żadna squaw Szoszonów nie uroni łezki, kiedy mgławice śmierci połkną Oihtka-Petay i Moh-Awa. Mieli oczy i uszy zamknięte i byli bez mózgów, niczym krety, które dają się połknąć wężom bez oporu. Farmerka niezwruszona pewnie publikuje silne kaloryfery.